Archive for the Ducati 999 S Category

Primadonna, czyli Ducati 999 S

Posted in Ducati 999 S on Styczeń 5, 2014 by podrozemotocyklowe

999 blog

27.03.2010 Sobota. Poranek.
Wstałem wcześnie, rzut oka za okno- mokro. Nie jest dobrze, myślę. Odpalam kompa, czytam prognozy pogody, wszędzie piszą, że ma padać.
-Nic to, myślę. To już postanowione- dziś odbieram Primadonnę ❗
Wyciągam z szafy ciuchy. Termobielizna, spodnie, kurtka, rękawice, kask.
Czekam na transport, co chwila sprawdzając pogodę i lookając przez okno. Nie pada, ale pochmurno. To już pewien sukces, myślę. Dla zabicia czasu przymierzam ciuchy, robiąc do lustra groźne miny. Z zadowoleniem stwierdzam, że wyglądam jak rasowy posiadacz superbike’a. Transportu nie ma, biorę się za mycie kasku. Dlaczego nie zrobiłem tego jesienią- myślę, walcząc z zaschniętymi robalami.
Dzwoni Cipaniek, mam się zbierać. Szkoda, że nie 5 minut wcześniej, kiedy byłem ubrany w pełen rynsztunek. Nic to, powtarzam całą procedurę od nowa, trochę nerwowo tym razem- adrenalina zaczyna działać.
W końcu jedziemy. Dawidy, Raszyn, Janki. Nie wierzę własnym oczom- wychodzi słońce 😯 . Zakładam ciemne okulary i wspominam, jak kiedyś odbierałem Vulcana z serwisu w Nowym Dworze Maz. Kiedy jechaliśmy po motong, padało i błyskało. Jak wracałem, świeciło piękne słoneczko. Historia lubi się powtarzać, pomyślałem.
Jesteśmy na miejscu. Primadonna już czeka. U Darka małe zgrupowanie Ducacistów. Ustaliliśmy,że wracają z [desmo]ńkiem, ja zaraz dojadę na moto.
Zostaliśmy sami, pora na Atrakcję Dnia. Plan jest taki- odpalamy 999, moto się grzeje, my w tym czasie dopełniamy formalności.
Wkładam kluczyk, rozrusznik i…cisza :crazy: . Diagnoza- padnięty akumulator. Ładowanie, wypalam trzy skręty, Musiel w końcu odpala, rundka testowa, pora na mnie. Dopinam kask, wsiadam, chowam boczną nóżkę, Primadonna milknie.
-Chyba mnie nie polubiła- myślę. Jednak to prawda, że Włoszki kapryśne są.
W końcu odpalam, ruszam, przed wjazdem na szosę gaśnie znowu. Odruchowo naciskam czerwony guzik, ruszam, jestem na Katowickiej. Dwójka, trójka, banan na twarzy. Spokojna nawrotka i prosta do Wawy. Banan coraz większy, chociaż jadę spokojnie- w końcu to mój pierwszy raz, oponki zimne, a ja sztywny. Powoli ogarniam moto, pierwszy slalom między puszkami, jedna dziura, druga, koleina i szok. Nic nie czuję, moto jedzie jak przyklejone. Banan już chyba poza kaskiem. W końcu pierwszy uliczny test- korek w Raszynie i mozolne przebijanie się pomiędzy autami. Idzie bezproblemowo, nagle zonk- prawe lusterko zahacza o lusterko auta. To nie Wdowa, lusterka są szerzej- szybko notuję w pamięci- od tej pory dodaję po 2 cm z każdej strony. Skupiam się na jeździe aż ląduję za Raszynem. Shit, myślę- minąłem Teosia. Stacja BP, „czerwona” do pełna i jazda pod TV, bo akurat zadzwonił kumpel, że ma sprawę.
Zatankowany zaczynam śmielej poczynać z Primadonną. Jedynka,dwójka, szok i niesamowita radość. Żołądek wylądował w okolicy zadupka, wszystko w środku mnie łaskocze. Banan już dawno na plecach. Świat w około stanął w miejscu, auta wloką się niemiłosiernie, dlaczego ci melepeci tak późno zjeżdżają? Kątem oka patrzę na zegar- wszystko jasne. Jadę trzy razy szybciej od nich. Czerwone światła, pora na test hamulców. Kolejne zdziwienie i kolejna radość. Moto praktycznie staje w miejscu, chociaż wiem, że tutaj przede mną jeszcze dużo nauki.
Potem kawa u Teosia i jazda z Ewą do Wawy. Nie wiem jak, ale zgubiliśmy się na pierwszym skrzyżowaniu :crazy:
Rozgrzany wcześniejszą jazdą i ciekawy dalszych wrażeń jadę „w miasto”. Most Siekierkowski- mekka mistrzów prostej. Moto dalej jak przyklejone, niezależnie od prędkości. Potem Wał Miedzeszyński, slalom między autami, jadę spokojnie połykając kolejne kilometry. Powoli zachodzi słońce, robi się chłodno. Powrót Wisłostradą, Ursynów, więc jeszcze kilka rundek po starych śmieciach, które dobrze znam. Wyjechałem w czarnych skórach Dainese, wracam w żółtej skórze banana, nieschodzącego z twarzy od kilku godzin. Wjeżdżam do garażu, jeszcze chwila na wolnych obrotach. Tak, Edi Edhaust odwalił kawał porządnej roboty.

27.03.2010 Sobota. Wieczór.
Ledwo siedzę, boli mnie kręgosłup.Trochę też nadgarstki.
Zastanawiam się, jak dojadę na WDW do Włoch.
Zastanawiam się, dlaczego kilka razy moto gasło na wolnych obrotach.
Zastanawiam się w ogóle, co ja robię???

Trzy miesiące później działo się tak: