Archive for the Lazurowe Wybrzeże 06/2011 Category

Kawka, papierosek, kawka, kawka, czyli w drodze do Cannes..

Posted in Lazurowe Wybrzeże 06/2011 on Grudzień 6, 2012 by podrozemotocyklowe

Cannes tripmapa1

W czerwcu 2011 z grupą Przyjaciół odbyliśmy podróż po Europie, dojeżdżając do Lazurowego Wybrzeża. Cztery motocykle Ducati, w tym trzy teoretycznie nie stworzone do podróżowania, przejechały ponad 5 tysięcy kilometrów, po których zostały niezapomniane wrażenia i historie.
Ta relacja będzie inna, ponieważ w jednej opowieści połączą się różne punkty widzenia uczestników wyprawy pisane w różnym czasie,
w różnych nastrojach, różnym językiem. Wspólna jest pasja oraz radość z podróżowania i przebywania ze sobą. Zaczęło się od jednej marki motocykla a okazało się, że łączy nas dużo więcej, czego efektem jest między innymi ta podróż. Podróż w rytmie
„Kawka, papierosek, kawka, kawka”- czyli bez napinania, bez stresu, bez pośpiechu. Zresztą w takim rytmie staram się żyć na co dzień a, że inaczej niż reszta świata, no cóż..

Zaczynam też inaczej- od końca. A w zasadzie od podsumowania, które napisałem na forum Klubu Desmomaniax zaraz po powrocie- 8 czerwca 2011:

Wrócililimy :mrgreen:
Było wszystko- rozstania niczym z Harlekina :mrgreen: , winkle, proste, Ducati Mechanika na autostradzie kiedy za pomocą kombinerek i izolacji zmartwychwstaliśmy Dukę.
Al Pacino gondolier, murzynki na plaży w Cannes, gumista od Filippe Massy który wymieniał nam oponki, Ducati Monachium gdzie nic bez papieren machen i Ducati Praga, gdzie wszystko od ręki u Presidente MottoGuzzi co zna Cezarego. Znaleziony portfel Niemca, mój zostawiony na dzień dobry i powrót 200 w deszczu. Burze, upały, Franz i odpadające kawałki przeciwdeszczówki :mrgreen: , kawka na tarasie hotelowym i tysiące km. Ponad 5 i Duki całe, bezawaryjne, kochane, wszędzie budzące zainteresowanie.
Za dużo tego, coby na raz opisać. Czekam na pozostałych.

Długo nie musiałem czekać.
Następnego dnia Zulus- jeden z uczestników podróży zameldował:

Meldujemy szczęśliwy powrót. 4932 km. w siodle, ostatni rzut 800km z Pragi do Elbląga. Zdjęć narobiliśmy 4GB i zacznę cyklicznie umieszczać. Jedno co się mi nasuwa…wszędzie, ale to wszędzie byliśmy mile witani. Na każdej stacji, hotelu, skrzyżowaniu, poboczu ludzie z ogromną sympatią odnosili się do nas-DUCATI !!! Bardzo dużo Włochów!!!???, Niemców, Bułgarów…itd. podchodziło do naszych moto. Pierwsza stacja we Włoszech. Wchodzę chcę zapłacić…hallo!-nikogo nie ma, kurna jestuuu kto??? wyłazi i mówi bondziorno aaaa ducatisti!!!

Minął ponad tydzień, zanim wszyscy wrócili i można było podsumować wyjazd. Oto, jak zaczął Zulus:

Wyruszyło nas pięć motocykli, sześć osób, Franz 1198s, Alice 848, Franek ST3, Aneta r6, Kamila i ja 999s. Niestety między nami była jedna jamaha i szybko wymiękła, dokładnie w Graz. Sam początek wyjazdu-KATASTROFA !!! zimno, leje, dwa auta tuż przed granicą Polski dachowały. Franek zapomniał dokumentów i telefonu więc musiał wracać. Ja pociągnąłem dziewczyny do Mikulowa na granicę Czesko-Austriacką

P1000142

Tu władowaliśmy się mokrzy do lokalu czterogwiazdkowego(rozebraliśmy się, zajmując pół knajpy) i wciągnęliśmy knedliki z jakim mięskiem. Musieliśmy poczekać kilka godzin na kalapecących Franza i Franka. Dojazd do Grazu, nocleg i śmigamy do Punta Sabioni koło Wenecji. Autostrada w Austrii bajeczna, fajne widoki, góry, nawet zakręty. Wlatujemy do Włoch, tunele-co z niego wylatujemy to cieplej. Pierwszy przystanek we Włoszech. Stacja paliw, musiałem tankować co 150km) a chłopaki, kawka, papierosek, kawka, kawka, kawka…….tankuję, wchodzę do CPN-u. nikogo nie ma……………………a DUCATISTI !!!!!!! szok!

P1000153

Autostrady, pierwszy raz na bramkach moje 999 nie chcą palić stoimy w 40 st upale, ale fajnie!

P1000155

No odpalił jedziemy dalej bocznymi…widoki takie sobie, Jak u nas na żuławach. Kanały, płasko…no ale czas tankować. Stacja, dystrybutor, pośrodku niczego. Kurdę jak to się obsługuje??? Żadnej obsługi, drapiemy się w cymbały…w knajpce obok, siedzą sobie przy kawce (sjesta w końcu nie!!!). A polakko!!! si, si momento! Wychodzi laseczka, podbiega do nas subtelnie i mówi…musicie tu kasę włożyć wcisnąć nr. pompy i będzie leciało. O matko! jak my dobrze znamy ten Włoski język…noo Polka na stałe mieszkająca na tym fyrtlu. No to kawka, papierosek, kawka, kawka…

P1000158

Dotarliśmy do Marina di Venezia. Camping z własną plażą, aqua parkiem, pasażem handlowym, knajpami, supermarketem itd. (polem golfowym?). Jadąc przez camping ludzie bili nam brawo !!!???

P1000159

Poszliśmy do knajpki i na plażę. Mięczaki!!! tylko ja się kąpałem!!!

P1000162

Domki fajne, w pełni wyposażone, cisza.

P1000168

Wypoczęci, odświeżeni popłynęliśmy ok.godz.16 do Wenecji. 6.50e w dwie strony na osobę ok 40-45 min. Oczywiście gondola-dzięki FRANZ !!!!!!! no i płynął z nami alpacino, ale tu niech się Franek wypowie…

Pora więc na mnie:
Rundka po kanałach na pokładzie z Al Pacino. Na pytanie o jego gondolę odpowiedział słowami, które mnie powaliły:
-„Z gondolą jest jak z motocyklem- musi być ułożona pod konkretną rękę”- była budowana na zamówienie i pod wymiary naszego gondoliero. Doskonale kumał klimaty Ducati, świetnie się z nim rozumieliśmy , a kiedy nagle zorientowałem się, że jesteśmy sami wśród kanałów zostawiając gdzieś obok rzesze turystów powiedział z uśmiechem:
– Postanowiłem wam pokazać prawdziwą Wenecję, bez japońskich turystów i ogólnego festynu..

IMG_4845

IMG_4861

IMG_4868

IMG_4887

IMG_4882

IMG_4897

IMG_4911

O dalszej części wieczoru opowiada Zulus:

Przypłynęliśmy. Rozmowy z Franzem, Alice i Frankiem :)… Kombinujemy jak tu się gdzieś wysikać, oglądamy mapę Wenecji i… za plecami „dzień dobry” jakaś parka. Franek jak zwykle!!! a przyjaciele, a skąd, alala… mi coś nie halo… (ich wypowiedź-monolog)
-A bo my z Polski to na motocyklach. Osobno na dwóch.
-Włoszkę przyprowadziliśmy do miejsca narodzin… (Franek-DUCATI???)
-no… nie aprillię -he he zonk
My też na Ducatach czterech, a gdzie jedziecie?
-a daleko Monte Casino
a my:Livgno, Varazze, Cane, Verona, Monachium, Praga.
…niedopieszczeni poszli w swoją stronę…
Rano wyjazd…

P1000379

P1000144

Wróćmy jeszcze na chwilę do wyjazdu z Polski. Zanim trafiliśmy do słonecznej i gorącej Italii, nie obyło się bez przygód..
Tym razem moja opowieść o pierwszych dniach podróży:

Nie będę lał wody- tej było wystarczająco dużo podczas podróży- w końcu nie wziąłem przeciwdeszczówki (dwie w szafie 😈 )
Po co? Przecież jedziemy do słonecznej Italii 😆
Swoją drogą- takiej burzy z gradobiciem, jaka zastała nas na włoskiej autostradzie i spowodowała korek dawno nie widziałem. Ale po kolei.
Spotkanie w Tresnej, ale zanim tam dojechaliśmy deszcz od Chorzowa. Tankowanie na stacji w Tresnej, odpalamy motongi i …
Franza Czarna pokazała rogi- zamókł łajzer immobilajzer. Narzędzi brak, nie tylko podstawowych- w końcu mamy Ducati :mrgreen:
Jedyne, co posiadaliśmy to multitool i taśma izolacyjna, które uratowały nam życie w Italii, o czym później. Na szczęście posiadaliśmy fajki i żetony na kawę, co nie pozbawiło nas nadziei i ratowało nas zawsze.
Za pomocą pożyczonych kluczy rozkręciliśmy stacyjkę, osuszyliśmy immo i dołączyliśmy do ekipy, która już suszyła się w domku. Dołączyłem swoje ciuchy, kolacja i spać.

270520111358

IMG_4764

IMG_4769

Następnego dnia rano deszcz. Kto miał ubrał kondona i w drogę. Przebijając się przez korki, dziurwy, koleiny i mijając dachowane auta docieramy do granicy. Idę wymienić kasę, szukam portfela. Hmm.. Przecież zawijałem w wodoszczelną torebkę i chowałem głęboko do tankbaga..
No właśnie. Zawijałem ale nie zdążyłem zapakować, bo KTOŚ odłożył dwie torebki na parapet w domku :mrgreen:
Trudno, wracam. Franz ze mną. Dzięki Bogu, bo już bym się zgubił na pierwszym rozjeździe, nie mowiąc o trafieniu do Tresniej i powrocie do granicy.
Zulus bierze dziewczyny, my grzejemy. W deszczu oczywiście. Widząc na tyle, że prędkość mamy całkiem niezłą w miarę szybko obracamy, tankując po drodze paliwo, kawkę, kawkę fajki i kawkę.

280520111359

Czeska strona wita nas deszczem i niezłymi drogami, co pozwala dodać gazu. Jadę, tańczę lambadę na asfaltowych glistach pod kołami i wpatruję się w białą przeciwdeszczówkę Franza ledwo co widoczną przez zaparowane okulary, szybkę w kasku i krople deszczu atakujące moją twarz spod uchylonej szybki. Bo albo paruje max jak zamknięta albo paruje mniej jak otwarta. Powoli zaczynam tracić Franza. Patrzę na prędkościomierz- dalej przepisowe 200. No chyba szybciej nie jedzie- myślę, kiedy na mojej twarzy ląduje biały płat ortalionu. Zaraz obok przelatuje drugi a Franz wygląda, jakby wykluwał się z białego kokonu nowy jeździec. Musiałem mocniej złapać kierownicę, coby nie spaść ze śmiechu. Nie mówiąc o czoperowcach, których mijaliśmy po drodze a którzy ubrani jak na Alaskę z godnością wtoczyli się na stację, kiedy piliśmy kawkę, potem kawkę fajkę i kawkę. Na Franzu wisiały strzępy ortalionu, ja właśnie wkładałem do butów torebki foliowe kiedy zostałem poproszony o poprawienie rękawów, bo Franz coś narzekał, że mu niewygodnie jechać 😆
Z resztkami godności i ubrania ruszyliśmy dalej. Przestało padać, dołączyliśmy w końcu do ekipy i razem dotarliśmy do Gratz.
Poranek miło mnie zaskoczył- słońce, porządne śniadanko, kawka i kawka.

Zdjęcie0163

Zdjęcie0164

IMG_4775

IMG_4782

Zdjęcie0165

Dalsza jazda to już była inna bajka- słoneczko, coraz cieplej i bez komplikacji, o których nie będą tutaj pisał. Dość powiedzieć, że od tej pory jechaliśmy bez jednego motocykla i jego kierowniczki. Dojechaliśmy na camping pod Wenecję, gdzie czekały nas urocze 3 dni byczenia się na plaży, w basenie, bąbelkach, zjeżdzalniach i wszystkim co było dostępne na tym wielkim kompleksie wypoczynkowym.

IMG_4815

IMG_4795

IMG_4798

IMG_4808

IMG_4811

Oczywiście drugiego dnia nie wytrzymaliśmy- hasło na motory i do Bolonii. Do Matki Fabryki, która jak wiadomo jest tylko jedna. Matka jednak okazała się wyrodna i nie było nam dane zwiedzić nawet cm kwadratowego. Na pocieszenie fakt, że w salonie firmowym obok kupiłem bluzę, na którą polowałem od zawsze ale przerażała mnie cena- prawie 100 euro. Kiedy zobaczyłem przecenę- prawie 80%- nie zastanawiałem się sekundy.
Wróciliśmy na camp nakręcając prawie 500km i poszliśmy szaleć na basen.

310520111364

W tym momencie opowieści włącza się trzeci narrator- Franz. Wcześniej nie pisał, bo jeszcze gdzieś latał po Europie i nie miał dostępu do kompa. Ale jak już się dorwał to..

Urlop nieoczekiwanie tak troche trwa dalej 🙄 Z Berlina zapomniałem kluczy z domu, poczta zawiodla, wiec tułam sie z rodziną pod mostami 😆
Wracajac do urlop na Ducatach.
Marzenia sie spełniaja, życze Wam tez tego z całych sił.
Dzieki ŻYCIE, ze tak mogłem spedzic troche czasu. Dzieki Mojej Alice za wyrozumienie i wytrzymałość i prawdziwego kompana w drodze. Dzieki ferajna za wspólny czas i kilometry…..ok,ok muszę kończyć bo mi dadzą oskara 😆
Szlag zacząl mnie trafiać po przejechaniu 87 km kiedy jak pisał Franek 11-tka zaczeła zawodzic. Zawiedzie w tym wyjeżdzie jeszcze dwa razy( ale to później).
Tu chciałbym nadmienić, że i tak ja kocham i nie zamienie, zrestą po ostatniej wizycie w serwisie będzie nowa, nowe serce będzie miała.
Tresna to juz jak wiecie. Dwóch Panów opisało. Zresztą zimno, lało i 11 umarła a my ją błagalismy……
O wątku R6, o który prosił Royal nie bede pisał. Do tej telenoweli ma prawa Franek ja tylko dodam, ” Mierz siły na zamiary, miej troche pokory w sercu, a pojedziesz dalej 😈 ”
Dla Billego, Kacpra Tyny autostarady w austrii takie same. Sfora jednak nie poszła pełna parą bo…….R6 ❓
No i jest Graz. Tu troche mi sie droga pomyliła więc zgodnie z działaniami WDW jechałem pod prąd, miałem dośc zresztą mocno już ❓ a nie tylko ja, ale Garmin poprowadził przez osiedla do greenrooms, spać.
Tam kawa, kawa,kawa,Alice,Franek, finał LM, szkot ubrany od stóp do głow zgodnie z opisem z Nieśmiertelnego, normalnie Lambert.
Póxniej sniadanie urokliwe, na śniadaniu kawa kawa…..decyzja R6 …….i znowu na moto. jak ja to kocham!!!!!
Jedziemu ku Italii……jestesmy wielcy!

Tymczasem w Italii jesteśmy już 3 dzień, pora opuścić camping. Następny cel to Livigno, do przejechania 400km. Po drodze górskie serpentyny, Szwajcaria i na koniec prawie cztery kilometry jazdy przez środek skały tunelem Munt La Schera, jedynym od strony północnej połączeniem z Livigno.
Będzie się dużo działo, na szczęście Zulus wszystko na bieżąco dokumentuje i tak wspomina ten dzień:

Jedziemy dalej. Aqua parki i luksusy zostają za nami. Pogoda taka se, zaczęło padać. Mi jak zwykle kończy się paliwo. Podjeżdżam do Franza, pokazuję na bak, nagły zwrot-ledwo zdążyłem i już jesteśmy na stacji…tyle tylko, że bez Alice i Franka. Dzwonimy (leje jak diabli) papierosek (Franz) albo sześć…no pojechali w stronę Boloni. Dojechaliśmy na autostradę, musimy poczekać nasi się gdzieś przebijają

P1000382

Oczywiście moje 999 nie chcą odpalić:) papierosek, siku, papierosek…

P1000381

Łączymy siły i walimy w Dolomity. Autostradki fajne, jedzie się super, mijamy jakieś teamy motocyklowe, bolidy ferrari na lawetach, bomba…ostatnia stacja przed zakrętami i…ulewą

P1000384

Traska super. Zakręty i multum motocyklistów. MARZENIE !!! Na następnej stacji 999 nie odpalają i ekipa jedzie do pierwszej napotkanej knajpki na kawkę…albo sześć.

P1000391

Pani przesympatyczna, ciasto domowe, eis caffe boskie, Franek pomaga starszej pani przeparkować auto. Jaka narodowość? Polacy!? och jacy dżentelmeńscy i mili…Dalej i dalej…Szwajcaria, pierwsza stacja, kawka, papierosek, kawka, kawka…eeee Franek? cuś keta Ci wisi !!!Łańcuch ciągnął się po asfalcie całe szczęście siedzimy przy mechaniku

P1000394

Szwajcaria jest piękna! Piękne miejscowości, drogi, WIDOKI !!! Jechaliśmy przez sam środek jakiegoś zamczyska, byliśmy tak zaskoczeni, że nie zrobiliśmy żadnego foto. Zakręty, zakręty…zakręty, kurcze szkoda że nie jadę sam. No raj na ziemi, drogi doskonałe i mały ruch. Dojeżdżamy do tunelu którym tylko można dojechać do Livigno. Długi, ciasny, zimny,

010620111372

P1000407

klaustrofobiczny. I znowu Italia !!!

P1000398

No mi jak zwykle 999 stanęły, tymczasem Franze i Franki oraz moja żona z buta 🙂 poszli się pławić w luksusie czterogwiazdkowego hotelu spa

P1000412

IMG_4923

Widok z okna

020620111374

020620111376

IMG_4952

Idziemy na obiadek

IMG_4927

IMG_4930

IMG_4932

IMG_4942

IMG_4946

opowieści z życia, anegdoty, gadamy jak byśmy się znali kupę lat-to jest niesamowite. Spanko w luksusach, śniadanko z kierownikiem sali 🙂 fajnie by było zostać, ale…tam coś dalej może być też ciekawie…

IMG_4948

P1000435

Kawka do motocykli 🙂

P1000441

aaaa no i strefa bezcłowa: paliwko, Dżony łoker=25zł

P1000450

P1000451

Kupili perfumy…eee ale gdzie to spakować:) no i wyjazd

P1000452

Zanim opuścimy to malownicze miejsce, kilka słów ode mnie:
Nie wiem już, gdzie jesteśmy- tyle się dzieje. Włochy jeszcze, Francja czy Szwajcaria? Bezcłowy czy gumista??
Póki co wyjeżdżam z tunelu i nie wiem, czy zamykać oczy jadąc pod skałą w tunelu otwartym na stronę pięknego zalewu, rzeki, gór- widok taki, że chyba jednak otworzę oczy. Boję się tych tuneli jak diabli, jak rury na zjeżdżalni, jak każdej innej rury co mi zdziera psychę..
Lądujemy w wypasionym SPA, znowu pokój dwuosobowy- tutaj pęknę nieźle. Postanawiam odbić sobie na bezcłowych fajkach, drum po 3 euro, benzyna Zippo 1,50 😯 .
Po logowaniu w pokoju w Livigno i nieudanych próbach ogarnięcia wszystkich przełączników na ścianie ruszamy na kolację. Myślę, jak ilość wypasu w hotelu pomnożona przez ilość włączników ściennych zrujnuje mój budżet- zamawiam pizzę nie mogąc oderwać wzroku od jednej kelnerki. Rano pobudka, nieziemski widok z balkonu, śniadanko z automatem do jajek na miękko, kawka z dostawą na parking, jest pięknie. Idę zepsuć sobie sielankę płacąc za pokój. Pani z recepcji mówi coś o ośmiu euro, zastanawiam się za co jeszcze mam dopłacać. Kątem oka zerkam na rachunek, nie wierzę. Osiem euro za cały pokój 😯 . Tak to można mieszkać :mrgreen: . Nie wiem, gdzie Pani uciekło jedno zero i coś tam, profilaktycznie nie wdaję się w dyskusję, z uśmiechem dziękuję za nocleg i biegnę na parking dopić kawkę. Coraz bardziej podoba mi się wypoczynek w SPA, ale pora zrobić PA i jechać dalej.

I dalej Zulus:
Wyjechaliśmy z Livigno. Zakręty, zakręty, zakręty, piękne miejscowości, widoki, góry. Teraz zjazd z góry, trudniej, na plecach Kamila. Przednie koło już w zakręcie, a tylne jeszcze za :). Pierwszy przystanek St Moritz. Górki, jeziorka, wodospady i..kawka, papierosek, kawka, kawka…

P1000459

P1000454

P1000455

P1000458

dołożę jeszcze jedno z moich ulubionych zdjęć tuż za ST Moritz gdzie szczęśliwy Franz opowiada o spaniu na „rondzie”….Ty wiesz, ja pamiętam 🙂

P1000463

Muszę tu zrobić małą dygresję- każdy taki postój był okazją do kolejnych „opowieści dziwnych treści”, czyli tzw. przygód z życia wziętych. A ten kawałek trawki przypomniał Franzowi pewien trawnik w centrum Chorzowa..
Bardzo romantyczna miejscówka 😀
Sikać chodziliśmy na drugą strone drogi, do opuszczonego budynku po wulkanizacji. Na podłodze walały się różne dziwne przedmioty, z których użytku normalny człowiek raczej nie miał.
Kluczyk do tego przybytku był na wielkim, drewnianym breloku, co w połączeniu z resztą gadżetów tworzyło niepowtarzalną atmosferę 😆
Zwłaszcza, że w głowie miałem świeży obraz namiotu, którego szkielet wyrósł pewnej nocy na rondzie w centrum miasta…

A jeszcze kilka minut wcześniej miałem wrażenie, że tu w Szwajcarii świat jest wyjątkowo uporządkowany…

😆 😆 😆

Wracamy do Zulusa:

A tu coś znowu się zgubiliśmy

P1000464

No ale jedziemy dalej. Piękne widoczki, jeziora,góry, tunele, jakiś deszczyk… i Boże jak Tu pięknie pachnie!!! Wszędzie kwiaty. …jakiś deszczyk, 210 na cyferblacie lekko złożony w łuku i gwałtowny uślizg przedniego koła. Kurcze, ale plama oleju. Doganiam Franza, paliwko!, tunele, zakręty, góry…PALIWKO!!! Stacja paliw. Gość mówiący tylko po włosku. A co to? (u mnie proguardy=crashpady) A on też ducatista, trzy sztuki. Kawka, papierosek, kawka, kawka…Hallo kolego ty już nie możesz jechać! Nie masz przedniej opony. Jak to??? Nówka, torówka…eeee ŁYSA i z bąblami. SZOK! Rano była dobra. Franek tył-koniec, a opona przód Franza jakoś dziwnie pocięta. (Archie! kolesie na vespach też mieli jakiś problem. Z tyłu na zdjęciu)

P1000466

Szukamy gumisty (servis opon), ale święto, sjesta itd. Osiem stacji pod rząd wszystkie nieczynne=SJESTA!!! A mi starcza tylko na 150km, 30km rezerwy, a świeci się od 20km. Jedziemy dalej do Varazze .

P1000469

P1000474

P1000476

P1000480

Trochę się pokręciliśmy, ale dotarliśmy…papierosek……

P1000485

No i tam, pierdu pierdu, bierzemy Franka do pokoju…wchodzimy…i kurna! zonk! łóżko, szafa i …BIDET !!!

P1000487

kurna…bordello? Kąpiel i idziemy na miacho.

IMG_4954

IMG_4955

IMG_4956

P1000512

Obiadek za jakieś koszmarne pieniądze, ale z widokiem na morze…ale to nie istotne. Miasteczko jest piękne, klimatyczne, przyciągające, hipnotyczne, urokliwe, wakacyjne, ……………

IMG_4959

IMG_4960

IMG_4965

IMG_4967

IMG_4970

IMG_4972

IMG_4975

IMG_4978

IMG_4982

Najpiękniejsze? Mała dziura=knajpka na ulicy, stoliki na drodze kawka, papierosek, kawka, kawka…moglibyśmy tu siedzieć pół życia….

P1000531

rozmowy……..rano…burdello:)…ale widok z okna

P1000535

Po śniadanku kawka, papierosek, kawka, kawka…aaa no i najważniejsze! W tym hotelu była pierwsza ładna włoszka!!! Młodziutka, ale ładna!!! Politycznie nie zrobiliśmy jej zdjęcia 🙂

P1000537

No ale dobra. Trzeba szukać gumisty. Spakowaliśmy się pomachali nam pracownicy hotelu i jedziemy. Jest. Mur, dziura w murze=brama. Kurcze czy ja tu kupię oponę do superbike??? Włazimy. Ciemno, brudno, Franz idzie siku-jezuuuu, nie wchodźcie tam można umrzeć. Opony są. Przyjedźcie pojutrze…no nie my jedziemy do Francji. No ok. najpierw Franek

P1000546

P1000547

teraz moje 999

P1000549

Na koniec pamiątkowe zdjęcie, które być może zawiśnie na honorowym miejscu, obok innych..

P1000550

No i tu opowieść Franza: zdjęcie na ścianie. Na zdjęciu bolid Ferrari, w warsztacie + ekipa z warsztatu…tuuu tak tuuu serwisowali bolid Ferrari i…yamahę Valentino Rossiego!!!!!!!!! ?????????

Zresztą posłuchajmy samego Franza:
chciałem sprecyzowac, ze Ferarri było w Wenecji prawdziwe, ale nie Masy tylko Schumachera 16 wygranych wyscigów formuły 1 i 10 pierwszych miejsc kwalifikacyjnych. Ferarri Masy stało we niczym nie zadziwiającym warsztacie w Verazze. Nie za naszego pobytu, ale nudząc się i chodząc po warsztacie ogladając sobie gołe baby na plakatach nagle zauwazyłem, że na gazetce zakładowej jest zdjecie. Własnie tego warsztatu, właśnie tego właściciela obłapiajacego Mase własnie tego, stojacych własnie przy bolidzie co w tv go widzę 😯 po zagadaniu przez Franka okazało sie , że własnie we tym garazu warsztacie tez Rossi robił swoja Yamaha i Ducati…..szaleństwo, a tu Zulus i franek se opony zmieniaja 😮 🙄 dodam na koniec, że cena za opony i usługe gdzieś o 25% taniej niz we polszy…..

Tylną oponę w cenie 210 ojro sprzedał za 140, więc upustu było więcej niż 25%. Zapomniał tylko, że ma do czynienia z Ducati Rozkręcati- na szczeście mamy Zulusa- w ostatniej chwili dostrzegł poluzowane śruby do naciągu kety, która i tak wisiała jak u mlecznej krowy.
Z nowymi oponami jesteśmy gotowi do dalszej drogi. Ciężko będzie zapomnieć to urocze miasteczko, gdzie tyle się wydarzyło i które tak wspominałem:

Następny etap to Verazze, miasto gumisty, hotelu z Zulusami i klimatycznego wieczoru w nadmorskim miasteczku. Okolica cudowna, gorąco jak diabli- Zulus coraz bardziej szczęśliwy. Może dlatego, że bidet i Franek w pakiecie hotelowym ale żeby nie było-wspólny pokój hotelowy był tak naprawdę pokojem dwupokojowym. Z tym, że ja miałem balkon. Bidet też oczywiście. Posiadanie balkonu zaowocowało uroczą rozmową z sąsiadką, kiedy wieszałem sobie upraną bieliznę i koszulki. Przed krokiem dalej powstrzymała mnie różnica wieku, ja młody już nie jestem, ale sąsiadka mogłaby być moją babcią. Uroczą zresztą i miałbym od kogo sępić fajki…
Była to ostatnia noc łysego kapcia, rano czekała nas wizyta u gumisty o czym pisał Zulus. Wieczorem w miacho sprawdzić przy okazji namiary, które dostaliśmy od szefa hotelu. Ten sympatyczny osobnik zaskoczył nas zresztą od razu po przyjeździe. Zaparkowaliśmy w ciasnej uliczce, gdzie dziadek samochodziarz docierał sprzęgło próbując manewrować i poszliśmy się zameldować. Nieśmiało pytamy o miejsce dla Duków, na to boss otwiera garaż przy hotelu i nasze motory dostają super miejscówkę.
Bez bidetu co prawda, ale z daleka od manewrów samochodowych…
No więc ruszamy w miacho, od lokalersów słyszymy coś o burdello. Że niby nasz hotel i babcia sąsiadka? Wolę trzymać się Zulusów i mimo uroczego towarzystwa przy sąsiednim stoliku na kawie- w końcu kiedyś musieliśmy się napić kawy, prawda?- idę spać z towarzyszami podróży, chociaż w drugim pokoju. I z drugim bidetem, który próbowałem przekształcić w prysznic. Prawie się udało.
Rano Ferrrari, bolidy, Pirelli Diablo i na kwadratowo jadę dalej. Gumista coś pisał o pierwszych 30km z prędkością 80km/h, znaczy coby nie szaleć na nowej oponie. Nie wiem ile to trwało, ale miałem wrażenie że wieki całe zanim oponka zaczęła pracować jak należy. W każdym razie pierwsza próba wyjścia z winkla z gazem pokazała, że faktycznie jest to nówka oponka- zatańczyłem lambadę i już do końca dnia miałem z tyłu głowy myśl- NOWA OPONA NIE ZAPIER.. NOWA OPONA. Szkoda, że mój prędkościomierz tego nie wiedział oraz reszta ekipy 😆
Kwadratowo dojechałem do Cannes, o tym co dalej wkrótce..

Franz ma podobne spostrzeżenia. Również zauważa pewną odmienność od standardów europejskich miasteczek, jako główny wyznawca idei „kawka, papierosek, kawka, kawka” ma często okazję do poszukiwań miejsca ściśle związanego z regulacją płynów w organizmie:
Pomimo, ze słyszałem duzo bardzo złych opinii o Lazurowym to nie przyłaczam sie do nich. Miasteczka mniejsze są naprawde urokliwe. Samo położenie robi wielką przyjemność bycia tam. Ktos lubi przepych i bogactwo jedzie do Cannes czy Monaco ktos lubi poznac starą dostojna Pania na balkonie prawie Julie jedzie z Frankiem. Pamietam jak poszlismy na 78 kawe tego dnia, późnym wieczorem. Jest kilka zdjęć. Fajnie urokliwie. Ide szukac kibla o mojej potrzebie sikania jeszcze zapewne Zulus opowie w Cannes. Wchodze do knajpki takiej w suterenie klimat disco duzo młodzieży i po załatwieniu spraw wracam do stolika. pytam co kto co? Znowu wchodze do knajpki i aaaaaaaaa. Jakas inna? Troche ciepło w niej, przy scianie siedzi Pani Starsza ( Franek!?) i dwóch Panów we swetrach, bez zamówień rozmawiaja sobie o czymś. Patrze na nich i mysle pełnoprawni tubylcy, bywalcy na zewnątrz gdzieś 23 stopnie wewnatrz 33 stopnie, pot na moim czole i oni w urokliwych sweterkach. Bosze żeby sie tylko nie zaziebili po wyjściu, własnie jak myslicie oni z tej knajpki wogóle wychodzą?

Pora na Francję. Przekroczenie granicy zostało udokumentowane przez niezawodnego Zulusa i wyjątkowo krótko- jak na niego- podsumowane. Na szczęście był to chwilowy spadek formy, dzięki czemu możemy dowiedzieć się więcej:
Wyjazd i Savona

P1000552

P1000567

Założenie jest takie, że mamy 180km do celu więc śmigamy lazurowym wybrzeżem. Wiecie widoczki, plaże palmy, panienki, może wskoczymy wykąpać się po drodze? Taaaaaaaa korki, wariaci na skuterach, kto szybszy, silniejszy kamikaze boski wiatr-na czołówkę pięciu chciało mnie załatwić. Pot mi ciekł po wszystkim, oczy miałem zalane, na światłach jajca grzało niemiłosiernie, a my dopiero20km od wyjazdu. Franz szybkie klik klik na navi i śmigamy w kierunku autostrady…noooo tylko nadążaj za myślami Franza, kierunek w lewo-skręca w prawo, i na odwrót, albo bez a skręca. No ale daliśmy radę. Oczywiście szybko i bla, bla, bla, pogoda blaszka, piękne widoczki, tunele i granica

P1000561

Francja w drodze do Cannes

P1000564

Płatne autostrady z bramkami…taaa na wszystkich zakaz wjazdu motocyklami, kurna! dziesięć zjazdów i wszędzie zakaz 🙂 W końcu kumamy o co kaman i śmigamy dalej, popsuty ruski autobus, otrąbiający nas tirowcy (pozytywnie), kupa motocyklistów, jakaś parka na moto z niesamowitą ilością pakunków i kapeluszy??? Ale, dalej, szybciej nad wodę!!! Wpadamy do Cannes, e spoko nie ma korków

P1000576

Taaaa niema korków!!!??? Jeszcze takiego nie widzieliście!!! i upał i żandarmeria i Franz odjechał i…nasz hotel na ulicy samych sklepów, raj dla lasek:)

P1000581

Hotelik „wąski”. To takie trudne do wytłumaczenia…dwie osoby koło siebie nie staną, recepcja? Ja bym się tam nie zmieścił, ale pani mówiąca w normalnym języku, czyli po …rusku. Fajne pokoiki, SUSZARKA na ciuchy czyli pranko :), aaa i miękkie ściany:). Idziemy na miacho.

P1000586

Prada, Gucci, Svarovski, Cartier, na ulicach Ferrari, Lambo, i takie tam popierdułki

P1000593

no ale my głodni. Deptak koło „czerwonego” dywanu. Bagietka x 2szt, stek x2szt, kawka, woda…75e

P1000589

Aleja sław

P1000595

tak se pomyślałem: gdyby położyć tam „wacka” to byłby prawie sex z Cameron Diaz

P1000598

Odwiedziliśmy „parking” gwiazd

P1000600

aale my tu pitu pitu a nam woda ucieka

P1000610

NO I TWARDZIELE !!!

P1000614

a zima? a mokra? a muszę? a może jednak nie włazić…ja pierdzielę. mięczaki!!! No ale Franza męczyło siku po 186 kawkach i wlazł 🙂

P1000615

MY z LASECZKAMI 🙂

P1000626

Powrót do hotelu. Sex ulicą mocno nas „podbudował”. Franek próbuje coś wycharapucić, recepcjonistkę, gościa hotelowego, turka??? Kawka, papierosek, kawka, kawka…piękne widoki, rozmowy prawie do rana.

P1000630

P1000638

Franz jak zwykle krótko i treściwie:
Cannes. jedno ze zdjeć ukazuje wejście do naszego hotelu. Tam Franek orzekł, ze musi coś zarobić. Ja sobie siedze z Alice obok. Franek wyciaga telefon i puszcza muzę, chwyta swój nos i gra…..na nim, jak gra, domyslcie sie. Rzuca w jednej chwili swą czapke bo przeciez bedzie zbierał. przechodzi kilku przechodniów, nic. Bierze od Alice 5 euro i wrzuca na przynete do czapki. Usmiechy politowania dla twórczości Franke nie mają końca. Idea. Alice ma udać przechodzacą zainteresowana Panią i wrzucic…i wszystko by było ok, gdyby nie to , że Alice własnie juz sikała w swoje majtki ze smiechu ja natomiast siedziałem nie wierząc co moze wydobywać sie z nosa Franak!

No cóż, nie udało się zarobić, za to publiczność pierwsza klasa:

IMG_4996

IMG_4991

Po występach spacerek po mieście, zakończony na plaży wśród…
O tym później. Dość powiedzieć, że złamałem swoją podstawową zasadę- nie robić rzeczy, których później będę żałował. Jak to się stało, że nie stanęły czarne nad białym lub też biały na czarnych- nie wiem. Zwątpiłem w siebie, straciłem cohones- nie potrafię tego zrozumieć do dziś. A mogło być tak pięknie- kolorowo,międzynarodowo, white power i black magic women… Ech.. Koło ratunkowe w postaci recepcjonistki, samotna rycząca na tarasie. Cannes opuszczałem ze spuszczoną głową..
A potem WIELKA niespodzianka. Kawa z mlekiem zamieniona w bawarkę.. Nocne omamy na materacu. Mechanicy zaskoczeni, że trzeba coś zrobić.. Tyle tego a baterie siadają..
Spać, śnić a rano „Kawka, papierosek, kawka, kawka..”

Następny mój wpis był bardziej konkretny..

Jesteśmy w Cannes. Idziemy w miasto, gdzie jest centrum? Jak to gdzie- my jesteśmy w samym centrum, ulica pełna ludzi, co chwila zatrzymujących się przy naszych Dukach.
Aparaty w dłoń i na plażę. Po drodze Hollywood po europejsku, czyli Aleja Gwiazd tzn. odlewów czy raczej odcisków dłoni, przy zwiedzaniu których można dostać odcisków w innych miejscach- jest ich tyle, ile aktorów na świecie. Większości nie znam, ale dziewczyny szybko odnajdują idoli.
Ja szukałem Rocco, coby porównać wymiary- nie znalazłem, może to i lepiej. Dla niego oczywiście 😆

IMG_5010

IMG_5014

IMG_5015

IMG_5018

Gorąco jak diabli, idziemy na plażę ostudzić członki. Pierwszy kontakt z wodą- ostudzić znaczy zamrozić- normalnie krioterapia. To nie dla mnie, nie wchodzę- postanawiam. Obok cztery czarnoskóre nimfy, pluskają się radośnie robiąc milion fotek. Kombinuję jak tu się podłączyć, przedstawiając się jako profesjonalny fotograf :mrgreen:
Zulus dawno już krąży zbliżając się na niebezpieczną odległość do MOICH modelek. Robię kilka fotek, Kamila czujnym okiem kontroluje sytuację. Tamte nas w ogóle nie widzą, tak zajęte sobą i foceniem. Hmm, mój aparat nie robi żadnego wrażenia. Trudno, postanawiam zaatakować od strony wody.
Zaczynam godzinną operację oswajania się z lodowatą wodą. W końcu pełne zanurzenie, udając zrelaksowanego turystę powoli obieram kurs „Murzynki”. Kiedy jestem na odległość rzuconego od niechcenia „Hej, Babies” wychodzą z wody 😈 . Zimno jak cholera, człowiek się poświęca w imię międzynarodowych stosunków a tu lipa. Zrozpaczony odpływam w stronę horyzontu. Nie chcę mieć świadków porażki, postanawiam przemyśleć temat z daleka od cywilizacji..
Nagle czuję grunt pod nogami. No tak, nie mogło być inaczej- Natura właśnie pokazuje mi, że wpłynąłem na mieliznę :D. Przy okazji rozbijam palec o jakiś kamień. Dość na dzisiaj, wychodzę z wody.
Na pocieszenie kilka fotek tzw. albumowych- uśmiech, palmy, jesteśmy na wakacjach.

IMG_5038

IMG_5047

IMG_5051

IMG_5059

IMG_5065

IMG_5068

Powrót do hotelu, kilka słów z recepcjonistką. Umawiam się na kawę z kobietą starszą ode mnie, koniec świata. Taras hotelowy- Armagedonu ciąg dalszy- poznaję samotną turystkę w wieku recepcjonistka plus 10, z którą wymieniamy kilka komplementów na temat naszej urody i ogólnego stanu ducha. Robi się ciekawie, bo nie wiem w którą stronę iść dalej. Z boku ekipa ma niezłą szyderę stwierdzając, że im więcej kilometrów tym kobiety z większym doświadczeniem..
Idę na dół po kawkę, wracam. Samotna Pani zniknęła. Recepcjonistka też. Za to pojawiła się pyszna kawka więc, ” kawka, kawka, papierosek, kawka” czyli to, co wychodzi mi najlepiej. W dodatku w gronie serdecznych Przyjaciół i w malowniczych okolicznościach przyrody. Czego chcieć więcej…

IMG_5081

Franz mało pisze, za to dużo ogląda:

Kule ładnie Ma wyszła z Tym Stalonne 😯
Kochanie (Alice) nie uważasz, że na dachu wyglądamy jak małżeństwo SPECJALNE? 😀

Opuszczamy Cannes, więc pora na Zulusa i jego relację:
Wyjazd.

P1000644

kombinujemy czy nie kupić sobie posiadłości

P1000645

Brameczki, brak drobnych, spadający szlaban na Kamilę (i alarm) pozbieraliśmy kilka euro pod szlabanami, końcówka paliwa!!! Franz!!! na autostradach we Francji totalny brak stacji! Zjechaliśmy do jakieś małej miejscowości bez nazwy. Paliwko tanie no i kawka, papierosek, kawka, kawka…fajnie, miło po co nam Cannes?

P1000646

sympatyczni kolesie z kciukami do góry superrr! Pierwszy zakręt i coś z Franza Ducą…ale ok. jedziemy. Prosta, jakieś 160km/h dym z tylnego koła Franza moto

P1000648

Widok z autostrady Sanremo

P1000650

Ruszamy. Tunel i zonk, tir na moich plecach, katastrofa. Trzeba coś zrobić. Telefony do przyjaciół, bo koło się blokuje, kilka różnych opinii…Franz niech się wypowie. Mam multoola, Franek taśmę klejącą. Do dzieła !!!

P1000657

a ja idę odpocząć. W końcu mam multitoola:)

P1000659

40st.c gorącz, za płotem morze, a my się smażymy, nie pokarzę zdjęcia Kamili bez spodni chowającej się za moto:) Naprawione, śmigamy dalej…Włochy!!! nasze piękne, kochane Włochy!!! Jak byśmy wracali do siebie 🙂 Kawka, papierosek, kawka, kawka…

P1000662

ostatnie zdjęcia z Morzem Śródziemnym w tle

P1000663

Zastanawiali mnie Niemcy na swoich BMW z lodówami po bokach, którzy już od Francji śmigali w kombinezonach przeciwdeszczowych (oczywiście jak sądzę pod spodem mieli kompletny strój=kombi). Upał jak sto pięćdziesiąt, mamy porozpinane wszystkie zamki, a i tak się nie chłodziliśmy. Moje zastanawianie się minęło jakieś 200-300 km dalej. sic! POMPA, GRADOBICIE, OBERWANIE CHMURY !!! Cała autostrada stanęła! Franek i jego bike wash – mam filmik 🙂

P1000682

Ta stacja była fajna !!! z sex gadżetami, nawet makaron mieli w kształcie peni…a

P1000665

Tu kupiliśmy nasz tajne bransolety, podchodzący klienci do naszych Duc, i fajnie i wesoło i Franz który dorwał się do aparatu i robił zdjęcia „wszystkiemu”.

O murzynkach niech opowie Franek. O kelnerze który nie chciał w Cannes od nas kasy-Franz i … wasza kolej. Ja postaram się w weekend opisać Weronę i Monachium z szaloną miłością Franka do bawarskiej kelnereczki 🙂

O Murzynkach już opowiadałem, więc jedźmy dalej..
Jak widać- Zulusa nie trzeba długo namawiać:


..całkowicie mokrzy, oczywiście bez paliwa(ja) sikając w krzakach, dojechaliśmy do Verony. Suszarki do włosów w ruch i suszenie butów, koszulek itd. Takiego gradobicia naprawdę dawno nie widziałem. Chlupotało nam w butach i totalnie wszystko było mokre. Wieczorkiem poszliśmy do knajpki do hotelu obok, gdzie spotkaliśmy sympatyczną Mołdawiankę Weronikę.
Rano wyjazd do Monachium, ale postanowiliśmy zobaczyć chociaż „ten” balkon. Upał jak sto pięćdziesiąt, ulice puste, stacje paliw zamknięte. Parkujemy w samym centrum i na spacerek.

P1000686

oczywiście zdjęcie ze „wspaniałymi” rzymianami w dobrym guście 🙂

P1000690

Coloseum

P1000698

P1000699

he he konkurencja dla Franka i człowiek w ruchu

P1000710

Verona piękna, zadbana, czysta tyle tylko, że pełno luda.

P1000732


My oczywiście szukamy balkonu.”TEGO” balkonu. Gorąco, upał, ludzie, strzelam zdjęcia wszystkim balkonom, mam chyba kolekcję wszystkich balkonów w Veronie, a „tego” nie ma. Wyobrażałem sobie piękny, wielki, ukwiecony, itd. itd. a tuuuu

P1000734

nooooo cóóżżż Franek się uparł pomacać cycki Dżuliet

P1000737

My z Kamilą poszliśmy sobie do moto gdzie zostały nasze klamoty, a Franze i Franek na…kawka, papierosek, kawka, kawka. Po kilku godzinach:) wyruszyliśmy. Po drodze Lamborghini czarny mat, piękne widoki, łysy na stacji chcący usłyszeć granie naszych tłumików, Franz w kurtce przeciwdeszczowej z rozwijającym się kapturem (prawie został powieszony:) Góry, serpentyny przełęcz Brenner

P1000752

skocznia pod Innsbruckiem, , , , mówiąc językiem skoczków w pewnym momencie się posialiśmy tzn. każdy jechał osobno, ale się odnaleźliśmy 30km od Monachium, no i…kawka, papierosek, kawka, kawka…

P1000751

Dojechaliśmy do Monachium. Nocleg mieliśmy u moich przyjaciół Marty i Remka. Remo jest zapalonym fanem kolei i ‚musieliśmy” z przyjemnością obejrzeć film jak prowadził parowóz. he he jak małe dziecko :). Pralka!!! Kąpiel, kawka i idziemy do bawarskiej knajpy

P1000757

A tam !!! Śliczna i delikatna kelnereczka. Franek oniemiał, szwarce charakter i inne opowieści…zaloty?

P1000759

Spanie.

P1000761

Dmuchane materace, opowieści do późnej nocy-rana. Franek zrywający się w nocy jak zombi, z wrzaskiem (mogę zaprezentować paszczowo). Rano śniadanko przygotowane przez Remka i jedziemy do servisu oraz salonu Ducati. Nasza gospodyni już nie jedno moto ujeżdżała, ale nigdy Ducati

P1000770

Jedziemy.

P1000778

P1000812

P1000849

kurcze gdzie te nóżki???

P1000857

Salon był zamknięty, ale przecież był z nami Franek 🙂

P1000862

Wprawdzie to nie parowóz, ale też czarny

P1000866

Po owocnym w zakupach pobycie w salonie Ducati, czego nie można powiedzieć o serwisie wyruszyliśmy w stronę Pragi. Pożegnaliśmy się serdecznie z Martą i Remkiem i jazdaaa. Bez ograniczeń prędkościiii i się zgubiliśmy. Franz sobie my sobie. Kurna gdzie on jest???

P1000870

Franz się zagubił na autostradzie. Nastąpił chwilowy brak synchronizacji w ekipie, on gdzieś zamarudził przy wyprzedzaniu, my pojechaliśmy prawym pasem nie czekając, aż gość przed nami w puszce zjedzie i zrobi miejsce. Myślałem, że Franz pojedzie za nami, ale on przyjął inną koncepcję. Efekt- spotkaliśmy się godzinę później na stacji, co skończyło się oczywiście czym?
Kawką..

P1000749

Jeśli mowa o Franzu- tak wspominał pobyt w Monachium:
Zulus za zdjecie ” gdzie są kurczaka nóżki” masz nastepna kawę 😆 😆
Jeszcze raz podziękowania w strone przyjaciół Zulusów WIELKIE!
Polecam Werone, ale nie w skórach we lato 😈
Nie polecam zblizania sie do pseudo Rzymian to są chopy ze Lipin bez wózyków, ale we strojach ciulatych!
Polecam opowieść Zulusa z uzyciem paszczy i innych członków pt.” Jak spędziłem NOC obok Franka!”
Polecam Ducati Monachium, wypiłem we 17 min trzy dobre kawy. O serwisie nie wiem, ale porządek to tam jest. Usłyszelismy tylko ” można sie zapisać na termin i w ustalonym terminie odebrać!!!
Polecam sznycla a najbardziej goloneczkę co ja jadł Franek i troche dał a przyniosła ta Pani ze zdjęcia co jak sie nudzi to w jednej ręce 8 kufli litrowych nosi, a że ma dwie ręce toby mogła te kufle w jednej a Franka w drugiej…….

Już w komplecie dotarliśmy do Pragi, ostatniego miejsca na mapie podróży. Tu mieliśmy się rozstać, ja wracałem do Warszawy, Zulusy do Elbląga a Franze odwiedzić rodzinę w Berlinie. I nieocenionego El Szwagro, który pomagał nam rezerwować noclegi na trasie do Cannes. Ostatnie wspólne chwile dokumentuje jak zwykle Zulus:

…po długich poszukiwaniach Franza, dotarliśmy bez problemów do Pragi.

P1000871

Frankowi mocno chciało się pipi, a że tuż obok był sex shop :)…w naszym hotelu była awaria wody więc właścicielka przerzuciła nas do zaprzyjaźnionego-bliżej centrum. Prl, ale za smieszną cenę bo 325zł za dwa dni ze śniadaniem

P1000872

he he i normalne żarcie chińczyk. Ni w ząb ani po angielsku, ani po…tylko chiński. Całe szczęście menu było w piśmie obrazkowym, kosztowało sic! 27euro za pięć posiłków, nie było problemu żeby przyjąć te euro (wszędzie indziej duży problem!

P1000875

Powłóczyliśmy sie troszkę po okolicy, odwiedziliśmy kilka niezłych spelun, Frankowi łza się w oczku kręciła…niestety wszędzie tylko przyjmują korony (jak oni robią interesy???) Rano śniadanko w bardzo stylowej restauracji.Nowa miłość Franka:)

P1000880

i jedziemy do salonu Ducati

P1000886

kawka, papierosek, kawka, kawka…nawet cukier Ducati…blee no nuda…

P1000887

300kaw, przymierzyliśmy milion ciuchów, wydaliśmy fortunę, a motocykle były pieszczone przez serwisantów

P1000888

Podleczono Franza bestię, uświadomiono Franka, że na tym łańcuchu to tylko wariaci by gdziekolwiek pojechali, a u mnie stwierdzono że mam źle mieszankę paliwa ustawioną 🙂 (a miały być czujniki, komputery itd.) Nasmarowano nam łańcuchy, naciągnięto, sprawdzono poziom oleju i płynu chłodzącego…:):):)
nooo cóż…i pożegnaliśmy Franka, który musiał śmigać do ojczyzny w celu odrobienia wyjazdu 🙂 Buziaki, pożegnania, nawet Czesi z nami płakali…odstawiliśmy Go do autostrady nach Polen, do hotelu i na miacho…

P1000889

A ja do Wrocławia, gdzie przenocowałem u znajomych a następnego dnia, pokonując ostatnie 350km wróciłem do domu.