Archive for the Route 66 2010 Category

Route 66, kwiecień/maj 2010

Posted in Route 66 2010 on Czerwiec 21, 2010 by podrozemotocyklowe

Chyba każdy, jadąc drogą Route 66 obiecuje sobie, że na pewno wróci. Po drodze tyle się dzieje, że nie sposób tego ogarnąć na raz. Ja również czułem niedosyt, ale powtórną podróż chciałem odbyć z kamerą.

No cóż- może następnym razem…

Tym razem pomagałem na trasie, ale moim głównym zadaniem było zapewnienie grupie komunikacji werbalnej na obcej ziemi. Tak, tak- robiłem za tłumacza, co przy mojej znajomości angielskiego trudno wytłumaczyć, gdyż jako tłumacz powinienem się raczej tłumaczyć przed innymi niż tłumaczyć innych…

Jechałem na końcu kolumny motocykli i porozumiewałem się z prowadzącym przez radia w kaskach. To była ta przyjemniejsza część dnia, schody zaczynały się, kiedy z motocyklisty zamieniałem się w tłumacza. Nikt nie wierzył, że z języka angielskiego znam tylko podstawy a resztę nadrabiam uśmiechem, potakiwaniem i ogólną chęcią kontaktu. W większości przypadków, żeby zrozumieć sens wystarcza, że rozumiem trzy słowa w zdaniu- reszta to logika i rachunek prawdopodobieństwa. Ale kiedy musiałem kupić dętkę motocyklową w niedzielę albo ubłagać serwis samochodowy o zdjęcie koła w motocyklu moje metody okazywały się nieskuteczne.

Zaprawdę nie życzę nikomu awarii w ogólnoamerykański dzień Kościoła i grilla, kiedy wszystko pozamykane a jechać trzeba dalej. Perspektywa zostania jeden dzień i czekania na otwarcie sklepów w poniedziałek a potem nadrabiania ok.400km nie wyglądała jak american dream. Nie był to nawet czarny sen, bo wszystko działo się w realnym świecie i to w dodatku nie Trzecim! Ech, przez moment zatęskniłem za miastem nad Wisłą, gdzie niemożliwym jest zmienić mentalność ludzi ale nie oponę w motocyklu…

Te geograficzno-filozoficzne rozważania przypomniały mi portal http://www.bikerornot.com/ – taki facebook na dwóch kołach, w większości amerykańskich. Czasami tam zaglądałem towarzysko, przy okazji ucząc się angielskiej pisowni. Nadeszła pora na sprawdzian- wyszukałem użytkowników mieszkających w okolicy i wysłałem im pytanie o tylną dętkę do Harleya. Za pół godziny dostałem odpowiedź, że mam czekać w motelu na pomoc. Niedługo później, pilotowany przez dwa Harleye, jechałem do warsztatu a w zasadzie małej manufaktury, której właściciel buduje, naprawia i przerabia motocykle. I dla znajomych jest czynny 24h/dobę. Bez problemów naprawił koło, pamiątkowa fotka i w drogę- chciałem jak najszybciej dołączyć do reszty ekipy.

———————————————–

W tym roku postanowiliśmy odwiedzić muzeum przy fabryce motocykli, które jak żadne inne wpisują się w klimat drogi Route 66. Mowa oczywiście o firmie Harley-Davidson, zaczynającej w 1901r. od produkcji czterech silników mocowanych w ramie od … roweru. Nie będę tu pisał o firmie- każdy, nawet nie pasjonujący się motocyklami zna tę nazwę, większość również dziwi się, jak to możliwe, że- delikatnie mówiąc- niedoskonałe technicznie motocykle są uważane za jedne z najbardziej prestiżowych. No cóż, odpowiednia polityka firmy i każdy lekarz, prawnik ma w garażu Harleya.

Wracając do fabryki- już z zewnątrz robi wrażenie:

Na początku- niczym w bajkowym świecie Disneya:

Potem trochę historii:

I w końcu to, co w Harleyu najlepsze, czyli radosna twórczość właścicieli :

Na koniec obowiązkowa wizyta w sklepie i tu niespodzianka- okazało się, że jedna z pracowniczek mająca polskie korzenie, radośnie reagując na nasze „szeleszczenie” poprosiła o wspólną fotkę:

———————————————————————-

Podróż Route 66 to nie tylko H-D. Ostatnie dwa dni postanowiłem spędzić w samochodzie, którym jechał znajomy do Los Angeles:

Jadąc spokojnie przez pustynię, kontemplowaliśmy krajobraz, kiedy mijając jakieś ruiny kątem oka zauważyłem napis, którego widok zawsze powoduje u mnie żywsze bicie serca- „DUCATI”. Nie mam pojęcia, skąd się wziął, natomiast nie mogłem sobie odmówić wizyty w tym dziwnym miejscu. I tu kolejna niespodzianka- na miejscu spotkaliśmy grupę artystów realizujących film o znanym amerykańskim fotografiku:

Reklamy