Archive for the Route 66 2011 Category

Relacje z Route 66 2011 na Facebooku..

Posted in Route 66 2011 on Maj 17, 2011 by podrozemotocyklowe

Jakoś nie mogę się codziennie zebrać i opisać wrażenia, z fotkami łatwiej mi idzie. Wrzucam je na facebook- znajomi dopytują się ciągle o nowe..
O spotkaniach z Szeryfem, mandatem za filmowanie z bagażnika i innych przygodach napiszę wkrótce. Na razie za dużo się dzieje a za mało spokoju i wolnego czasu…
Ciekawych zapraszam na stronę http://www.facebook.com/pages/podrozemotocyklowe/198292450194264

Reklamy

Z trasy, czyli Route 66 2011 na gorąco..

Posted in Route 66 2011 on Maj 15, 2011 by podrozemotocyklowe

„Lepiej późno niż wcale”- próbuję się usprawiedliwić wiedząc, że moim daniem „na gorąco” nie zrobiłbym kariery w żadnej restauracji- trzeci dzień podróży, a ja zaczynam pisać.
Pocieszające jest to, że przynajmniej nie serwuję odgrzewanego kotleta, jak w knajpie o dużo mówiącej nazwie „Last Stop Salon”. O naszym braku czujności niech świadczy fakt, że nie zastanowił nas widok na jednej ze ścian tej hmm.. restauracji- latający spodek z daleka uprzedzał o cenach z kosmosu. A kiedy weszliśmy do środka nie zdążyliśmy nawet pomyśleć co jemy- szefowa głosem nie znoszącym sprzeciwu poleciła specjalność zakładu, po czym na stole wylądowały (zbieżność z UFO nieprzypadkowa) tłuste hamburgery po 20 dolarów sztuka. Po zjedzeniu miałem wrażenie, że płacimy za sztukę, ale tę na ścianach- malunki okazały się dużo bardziej smakowite..

Zanim jednak doszło do bliskiego spotkania z hamburgerami przeżyłem chwile równie kosmiczne, w równie malowniczych okolicznościach, ale tym razem okolicznościach przyrody..
Po wylądowaniu w Las Vegas krótka wizyta w kasynie, czyli jak stracić 6 dolarów w 2 minuty… Następny dzień aklimatyzacja, czyli wycieczka samochodem na Tamę Hoovera i Wielki Kanion…
Potem nocleg w Vegas a rano w drogę..

Odkrywać nieznane tereny, które jak wkrótce miałem się przekonać są równie piękne jak droga 66. Przy okazji wizyta u dobrego znajomego, słynnego zbieracza „skarbów”, od którego dostałem tablicę rejestracyjną stanu Kalifornia. Chciałem kupić gdzieś po drodze, ale taki prezent jest wart dużo więcej niż 10 dolarów wydane na produkt ze sklepu z pamiątkami..

Jako fotograf wyprawy chciałem uzyskać jak najwyższy poziom swoich zdjęć, więc gdzie tylko mogłem szukałem wsparcia..

…ale największe dostawałem od ekipy- na chłopaków zawsze mogłem liczyć przy realizacji moich pomysłów..

Walizka czy worek, czyli dylematy podróżnika..

Posted in Route 66 2011 on Maj 7, 2011 by podrozemotocyklowe

Za trzy dni wyjazd, a jedyne co zrobiłem to looknąłem w paszport. Robię to przed każdym wyjazdem, chociaż wiem że i tak termin ważności zaskoczy mnie kończąc się nagle i odchodząc bez słowa. Tak jak ja w czasach, kiedy jedyny termin jaki mnie interesował dotyczył przydatności do spożycia… Paszport mam ok, mogę więc spokojnie zająć się pakowaniem. A raczej upychaniem ubrań pomiędzy statyw fotograficzny i inne skarby, niezbędne do realizacji zdjęć. To wszystko muszę zmieścić do walizki, ponieważ mój worek motocyklowy dałem Grekowi, kiedy nocował u mnie podczas podróży do Skandynawii. Dobrze, że w tym roku jadę samochodem, bo Harley z walizką byłby zbyt awangardowym projektem, nawet jak na amerykańskie standardy. Walizka ma jedną przewagę- jest sztywna, co zwiększa szanse przeżycia statywu, którego nie będę mógł wnieść na pokład. Nie wspominając o kółkach, których brakowało workowi od momentu, kiedy stracił jedyny uchwyt. Szlifując podłogę kolejnego lotniska myślałem nad hybrydą walizki i wora, która mogła zrewolucjonizować turystykę motocyklową. Niestety, worek szorował podłogę w tak nieprzyjemny dla ucha sposób, że jedyne co mogłem zrobić to wziąć go na plecy, łącząc worek z moim kręgosłupem..
Za to na motocyklu, po odpowiednim zamocowaniu worek sprawdzał się genialnie. Nogi kładłem na wysuniętych do przodu podnóżkach, opierałem się wygodnie i chowałem za szybą a mając za sobą worek nie mogłem uwierzyć, że niedawno łamał mi kości. Myślałem wtedy jak to możliwe, że to samo może nam zadać ból ale może też sprawić przyjemność. Może nas złamać ale może też dać oparcie. Może nas zmęczyć i może nam dać odpocząć.. Ale przecież to jest tylko worek a nie jakiś czarodziej, więc to chyba nie on decyduje .W takim razie kto…
I tak jadąc sobie wygodnie zrozumiałem, że to ja wybieram, co dostaję- czy chcę złość za to, że ciężki i niewygodny czy wolę czuć przyjemność z opierania się na nim.
A skoro ja wybieram, co dostaję tzn. że dostaję to co chcę dostać-jak chcę się złościć dostanę od worka złość, jak chcę się radować dostanę od worka wygodne oparcie.
Dlatego nie worek robi mi krzywdę, sam sobie robię. Nie worek jest moim zmartwieniem a ja sam. I wtedy wpadłem na to, że jeśli to ja decyduję, jeśli to ja sobie wybieram to będę starał się brać te fajniejsze prezenty. I już się nie będę złościł na worek , że ciężki i że mnie boli przez niego kręgosłup. Nie myślę o tym. Ale chętnie sobie pomyślę o moim kochanym woreczku, że taki wygodny i można jechać bez zmęczenia. I takich woreczków w życiu jest pełno, lecz staram się widzieć ich dobre strony. A jak nie ma, to zamienić worek na walizkę.
Co niniejszym czynię pragnąc tylko jednego- podać ci rękę i razem odlecieć…

Route 66 inaczej, czyli jak będzie wyglądała wyprawa w maju 2011..

Posted in Route 66 2011 on Luty 19, 2011 by podrozemotocyklowe

„Inaczej” tzn. „nie tak jak zawsze”- tak w większości przypadków można rozumieć to słowo. Ale jak inaczej można przejechać drogę 66, skoro od zawsze ma swój początek w Chicago a kończy się na plaży Santa Monica w L.A.??
A może potraktować Route 66 mniej dosłownie zwłaszcza, że całość drogi przejechałem już dwa razy. W końcu ta droga to symbol wolności, swobody, niezależności. Zawsze kojarzona z poszukiwaniem czegoś nowego, lepszego, droga niespokojnych duchów i łowców przygód. „The Mother Road”, „Main Street of America”- główna droga Ameryki, która swego czasu dała początek kolejnym, tak jak mi dwa lata temu dała początek nowego, trzeźwego życia. Więc po raz kolejny biorę wszystko co dają- wsiadam na motocykl i ruszam przed siebie- prowadziłaś mnie Matko bezpiecznie tysiące kilometrów- dzięki Tobie wiele się nauczyłem i poznałem, teraz bez lęku ruszam w nieznane…

I tak właśnie postanowiliśmy zjechać z drogi 66, szukając nowych wrażeń w nieodkrytych przez nas miejscach na mapie tego ogromnego kraju.
A jeśli mowa o wrażeniach, to jest jedno miejsce tak inne od wszystkiego co do tej pory widziałem, że wybór początku wyprawy nie stanowił większego problemu. Miejsce, w którym dzień miesza się z nocą, rzeczy realne z bajkowymi-miejsce, gdzie nie dziwi nic i wszystko się może zdarzyć…

——————————————

Jak pisałem w innym miejscu bloga- miałem nie jechać, ponieważ termin wyprawy pokrywał się z wyjazdem do Włoch. W międzyczasie okazało się, że jedna podróż kończy się 26.05, druga zaczyna 27.05 czyli jest jeden dzień, który mnie ratuje. 24h- i dużo i mało, ale dla mnie to zbawienie- dzień darowany od Losu, którego nie mogę nie wykorzystać.
To jeszcze nie wszystko…
Tak naprawdę, decyzję o wzięciu udziału w kolejnej podróży przez Stany, podjąłem po usłyszeniu pewnej opowieści o dwóch motocyklistach z Niemiec zwiedzających Polskę na motocyklach BMW.
W relacji z przypadkowego ich spotkania było tyle radości, szczęścia, wspólnej pasji, że od razu przypomniałem sobie moje spotkania z motocyklistami na drogach Ameryki.
I jak dotarło do mnie, że to właśnie się zaczyna a ja zostaję w domu pomyślałem- nie może mnie zabraknąć na kolejnej wyprawie, nie mogę nie przeżyć kolejnych wielkich chwil przemierzając kolejne kilometry, nie mogę nie odkrywać nowych terenów. Również tych w mojej głowie…
Nie mam czasu na marnowanie czasu… Na siedzenie w domu czy w pracy, kiedy tam zaczyna się COŚ…
Za to w tym miejscu dziękuję Tobie, Anetko Testastretko…
Za to, że przypomniałaś mi co jest ważne, co jest moją bajką, gdzie jest mój Świat…

A ten Świat przez najbliższe dwa tygodnie będzie wyglądał tak:

Ramka w kształcie kliszy światłoczułej nie jest przypadkowa- z wyprawy będę rejestrował materiał filmowy i fotograficzny, z którego powstanie opowieść o podróży Zachodnim Wybrzeżem USA.
I właśnie w tym momencie spełnia się moje kolejne marzenie…
Jestem w momencie, na który czekałem wiedząc, że nastąpi…
Właśnie nastąpił.